Cała prawda o kremach znieczulających: dlaczego tatuażyści potajemnie ich nienawidzą

Cała prawda o kremach znieczulających: dlaczego tatuażyści potajemnie ich nienawidzą

Zgadnę, co robisz przed podjęciem decyzji o dużym projekcie. Otwierasz wyszukiwarkę i potajemnie wpisujesz: „najsilniejszy krem znieczulający do tatuażu kupić”. Trafiasz na tubki typu TKTX, czytasz zachwycone opinie w internecie i myślisz, że oszukałeś system. Przyjdziesz do studia, posiedzisz trzy godziny, poprzeglądasz telefon i wyjdziesz z genialnym wzorem bez kropli potu.

Jako artysta widzę te tubki regularnie. I za każdym razem muszę tłumaczyć klientom, dlaczego ta tania maść to największy wróg udanego tatuażu.

Rozumiem Twój strach. Ból nie jest przyjemny i to całkowicie normalne, że się go obawiasz. Jednak próbując oszukać swój organizm chemią, robisz krzywdę tylko sobie. Przeanalizujmy bez cenzury i zbędnego gadania, co dzieje się z Twoją skórą pod wpływem znieczulenia i dlaczego w Tattoohub.pl prosimy Cię o przychodzenie „na żywo”.


1. Skóra zamienia się w kawałek twardej gumy

Głównym składnikiem tych cudownych kremów jest lidokaina lub prylokaina w ogromnych dawkach. Jak działają? Tymczasowo „zamrażają” zakończenia nerwowe, ale jednocześnie gwałtownie obkurczają naczynia krwionośne i zaburzają normalny przepływ limfy.

Dla mnie jako artysty zamienia się to w koszmar. Twoja skóra z miękkiej, elastycznej i podatnej staje się twarda, zdrętwiała i przypomina w dotyku gumę lub przemrożone mięso.


  1. Igła bije na próżno: Moja maszynka jest ustawiona na pracę z żywą, miękką tkanką. W twardą od kremu skórę igła wchodzi z dużym oporem. Pigment po prostu nie chce układać się w warstwach skóry właściwej.
  2. Podwójna trauma: Aby tusz w ogóle się utrzymał, muszę mocniej dociskać maszynkę i przechodzić w tym samym miejscu kilka razy. W efekcie skóra jest uszkadzana dwukrotnie mocniej niż podczas standardowej sesji.


2. Efekt „odbicia”: kiedy ból wraca ze zdwojoną siłą

Największą pułapką znieczulenia jest czas jego działania. Krem blokuje ból przez około godzinę, maksymalnie półtorej. A potem magia się kończy. I to kończy się natychmiastowo.

Kiedy robisz tatuaż bez kremu, Twój mózg adaptuje się stopniowo. Wydzielają się endorfiny – naturalny środek przeciwbólowy Twojego organizmu. Po 15 minutach przywykasz do uczucia kłucia i spokojnie siedzisz.

Pod wpływem kremu Twój mózg myśli, że wszystko jest w porządku. I nagle działanie lidokainy gwałtownie ustępuje. Na Twój zrelaksowany układ nerwowy spada cały skumulowany ból z poprzedniej godziny sesji. To potężny szok dla organizmu. Klienci, którzy przez godzinę siedzieli bez ruchu, zaczynają dosłownie płakać i trząść się na fotelu. Przetrwanie tego nagłego ataku bólu jest niemal niemożliwe.


3. Gojenie zamienia się w brudne bagno

Załóżmy, że jakoś dokończyliśmy ten tatuaż na gumowej skórze. Wracasz do domu, ale problemy dopiero się zaczynają.

Ponieważ skóra pod kremem została mocno zorana igłami, proces regeneracji przebiega fatalnie. Następnego dnia miejsce dziarania puchnie tak, jakby pogryzły Cię osy. Osocze sączy się strumieniami, wypłukując ze sobą świeży pigment.

Zamiast delikatnego łuszczenia, tatuaż pokrywa się grubymi, suchymi strupami. Kiedy te strupy odpadną (a odpadną razem z tuszem), wzór będzie wyglądał blado, plamiście, z mnóstwem wypadniętych linii. Masz gwarancję, że będziesz musiał przyjść na duże poprawki, co oznacza ponowne uszkodzenie skóry.


4. Jak rozwiązujemy problem bólu w Tattoohub


Ludzie, nie jesteśmy sadystami. Doskonale wiemy, gdzie na ciele znajdują się najbardziej zdradliwe miejsca – żebra, łokcie, kolana. I potrafimy pracować tak, żebyś nie miał ochoty uciekać z fotela.


Nasz sekret to odpowiednia taktyka sesji

Dzielimy skomplikowane projekty na etapy. Najpierw robimy kontur, dajemy skórze odpocząć. Używamy specjalnych pianek chłodzących na bazie delikatnych składników już w trakcie pracy, kiedy skóra jest otwarta. To zmniejsza obrzęk i pieczenie, ale nie zmienia struktury tkanek, w przeciwieństwie do kremów nakładanych PRZED sesją.

Dbamy o atmosferę: dobra muzyka, odpowiednie nastawienie, przerwy na herbatę z czekoladą (glukoza świetnie przywraca siły). Zdziwisz się, ale 99% naszych klientów, którzy panicznie bali się bólu, spokojnie wytrzymuje proces bez żadnej chemii.


Podsumowanie: zaufaj swojemu ciału

Tatuaż to starożytny rytuał, świadomy krok i transformacja. Twoje ciało jest w stanie poradzić sobie z tym dyskomfortem samodzielnie, jeśli odpowiednio je przygotujesz (wyśpisz się i dobrze zjesz).

Nie kupuj podejrzanych tubek w internecie i nie smaruj się nimi potajemnie przed wizytą w studiu. Po prostu zniszczysz tatuaż i utrudnisz życie sobie oraz artyście. Jeśli masz niski próg bólu – po prostu powiedz mi o tym podczas konsultacji w Tattoohub.pl. Dobierzemy odpowiednie miejsce na projekt, ustawimy maszynkę na miękką pracę i zrobimy wszystko tak, aby proces sprawił Ci przyjemność, a efekt pozostał soczysty na całe życie. Zapisz się, omówmy Twój projekt na żywo!

Udostępnij:
Wróć na górę